Jobbik: Krótka historia zmiany kursu politycznego o 180 stopni



Jobbik: Krótka historia zmiany kursu politycznego o 180 stopni

Zespół redakcyjny Visegrád Post

 

Węgry – Długo uważany za najbardziej radykalną, zasiadającą w parlamencie partię w Europie, Jobbik w ciągu zaledwie kilu lat przekształcił się w partię centrową i prounijną, która całkowicie porzuciła wcześniejszą radykalną retorykę antyunijną, antynatowską, antyromowską i atakującą ruch LGBT. Dzisiaj Jobbik stara się połączyć siły z liberalną i postępową lewicą, aby obalić premiera Viktora Orbána i jego partię Fidesz. Niniejszy artykuł przedstawia krótką historię zmiany kursu politycznego partii o 180 stopni.

Flagi partii Jobbik, Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSZP) i Koalicji Demokratycznej (DK) Ferenca Gyurcsányego podczas wspólnej demonstracji w marcu 2019 roku. Źródło: YouTube.

Obecnie Jobbik otwarcie demonstruje razem z liberalną partią Ferenca Gyurcsányego i zawarła sojusz z liberalną lewicą, aby utworzyć z nimi wspólny front przeciwko Orbánowi.

W ten sposób ziściła się przepowiednia partii Fidesz. Przez wiele lat (co najmniej od 2016 roku) Viktor Orbán, jego partia i popierające ich media prognozowały, że była radykalna partia nacjonalistyczna i węgierska lewica sprzymierzą się, aby obalić rząd. Przed wyborami do władzy ustawodawczej, które odbyły się w kwietniu 2018 roku i pomimo wielu oznak zbliżania się tych ugrupowań do siebie, nie doszło jeszcze do połączenia sił. 15 marca 2019 roku jednak przewidywania te stały się faktem.

Właśnie 15 marca, w trakcie obchodów Święta Narodowego Węgier upamiętniającego rocznicę wybuchu węgierskiej rewolucji z 1848 przeciwko dominacji Habsburgów, gdy premier Orbán przyjmował premiera Polski Mateusza Morawieckiego, największe partie opozycyjne zebrały swoich zwolenników aby wspólnie utworzyć wielki front przeciwko partii Fidesz.

Po raz pierwszy Jobbik zaczął otwarcie demonstrować z Koalicją Demokratyczną (Demokratikus Koalíció, DK – partia powstała w 2011 roku w efekcie rozłamu w Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSZP)), której przewodniczącym jest Ferenc Gyurcsány, premier Węgier w latach 2004-2009, który przez długi czas był jednym z najbardziej pogardzanych wrogów Jobbik. DK reprezentowała Klára Dobrev – żona Gyurcsányego, zajmująca pierwszą pozycję na liście w zbliżających wyborach do Parlamentu Europejskiego. Od czasu demonstracji w kwietniu 2018 roku, które miały miejsce po ostatnim zwycięstwie wyborczym Fidesz, Jobbik często demonstrował z DK, cały czas zaprzeczając jednak istnieniu jakiegokolwiek sojuszu.

Wśród innych obecnych na demonstracji organizacji znalazła się Węgierska Partia Socjalistyczna (MSZP), liberalna partia Zielonych Polityka Może Być Inna! (LMP), Momentum (węgierski odpowiednik En Marche!), a także Péter Márki-Zay, bezpartyjny prezydent miasta Hódmezővásárhely, który był jedną z pierwszych osób nawołujących do zawiązania koalicji ugrupowań od DK po Jobbik, której celem byłoby pokonanie Orbána. Te siły polityczne zgodziły się realizować strategię poparcia dla wspólnych kandydatów opozycyjnych (lub „niezależnych”) podczas nadchodzących węgierskich wyborów samorządowych w październiku 2019 r., aby uniemożliwić w ten sposób zwycięstwo kandydatów Fidesz.

Przed zakończeniem zgromadzenia przy dźwiękach hymnu Unii Europejskiej (patrz: końcówka filmu), zgromadzeni demonstranci opozycyjni, parafrazując żądania rewolucjonistów z 1848 r. zebrane w dwanaście punktów, ogłosili  dwanaście własnych postulatów pod nazwą „Czego chce naród węgierski?” Postulaty te to:

  1. Demokracja i rządy prawa
  2. Bezstronne media i ukrócenie finansowania siejących propagandę mediów ze środków publicznych
  3. Niezależni prokuratory i niezależne sądy
  4. Rozsądne i zgodne z prawem wykorzystanie pieniędzy publicznych i pociąganie do odpowiedzialności skorumpowanych osób publicznych
  5. Sprawiedliwość podatkowa i ukrócenie nadmiernych nierówności dochodowych
  6. Wolność i wsparcie dla nauki, kultury i edukacji, wysokiej jakości edukacja w całym kraju
  7. Przyzwoite wynagrodzenia i warunki pracy oraz rozszerzenie i egzekwowanie praw pracowników
  8. Szeroko zakrojone konsultacje społeczne, w których uczestniczyć mają także organizacje zawodowe, grupy interesów i społeczeństwo obywatelskie
  9. Powszechny dostęp do wysokiej jakości opieki zdrowotnej
  10. Bezpieczeństwo socjalne, mieszkania dla wszystkich i stabilna przyszłość
  11. Skuteczne działania przeciwko kryzysowi klimatycznemu, ochrona bogactw naturalnych i ochrona środowiska
  12. Obrona wartości naszego narodu i Unii Europejskiej!

W takiej próbie zjednoczenia różnych frakcji lewicowo-liberalnej opozycji nie ma nic nowego. Podjęto ją już podczas wyborów parlamentarnych w 2014 roku, ale bez udziału LMP i bez większych sukcesów wyborczych. Jednakże w 2014 roku kwestia wejścia Jobbik w taką koalicję w ogóle nie wchodziła w grę ze względu na brak jakiejkolwiek wzajemnej akceptacji pomiędzy liberalną lewicą a skrajną prawicą. Kwestię ponownie otwarcie podniesiono w 2018 roku, ale i to nie był jeszcze właściwy moment. Od tamtej pory jednak udało się połączyć działania zorientowane na pokonanie Orbána.

W jaki sposób partii Jobbik udało się przejść taką zmianę? Przyjrzyjmy się największemu politycznemu zwrotowi dekady.

Pojawienie się na scenie politycznej radykalnej partii podczas protestów w Budapeszcie jesienią 2006 roku

Partia Jobbik założona została w 2003 roku i wywodzi się z ruchu młodzieżowego powstałego w roku 1999. Jej celem było przejęcie nacjonalistycznej niszy, do tamtej pory zajmowanej przez inną nacjonalistyczną i tracącą poparcie partię MIÉP (Węgierska Partia Sprawiedliwości i Życia), na której czele stał w tamtym okresie dramatopisarz István Csurka.

Po raczej skromnych początkach, partii Jobbik udało się wykorzystać dramatyczne wydarzenia, które miały miejsce jesienią 2006 roku, kiedy to do prasy przeciekła prywatna wypowiedź socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsányego, w której, używając bardzo niewyszukanego języka, mówił on o kłamstwach, jakie wypowiedział podczas kampanii wyborczej aby zagwarantować sobie reelekcję na stanowisko w wyborach, które odbyły się jesienią 2006 roku.

Ten niecodzienny skandal polityczny miał kilka konsekwencji:

  • Niekontrolowane rozruchy jesienią 2006 roku (odwołujemy się w szczególności do demonstracyjnego przejazdu czołgu T-34, który został potajemnie uruchomiony 23 października przez antyrządowego protestanta podczas obchodów rocznicy antysowieckiej rewolucji z 1956 roku), brutalnie zduszone przez policję, która często atakowała pokojowo zachowujących się protestantów, a nawet dopuściła się pobicia Máriusza Révésza, posła partii Fidesz.
  • Klęska wyborcza lewicy i polityczna śmierć partii liberalnej (SZDSZ, inaczej Związek Wolnych Demokratów), które od zakończenia komunizmu i zmiany ustroju w 1990 roku były główną osią węgierskiej polityki.
  • Całkowite zdominowanie węgierskiego życia politycznego przez partię Fidesz, która od wyborów lokalnych w październiku 2006 roku zdobywała wszystkie głosy.
  • Powstanie radykalnego nacjonalizmu w okresie wyborów na Węgrzech.

W 2006 roku, gdy partia Fidesz przestrzegała prawa i kategorycznie odmówiła podejmowania jakichkolwiek ryzykownych prób obalenia rządu z użyciem niezgodnych z prawem i demokracją metod, radykalny nacjonalizm zyskiwał ogromną popularność wśród tych, którym zależało na jak najszybszym usunięciu Gyurcsányego z urzędu. W kolejnych latach Gyurcsány stał się czymś w rodzaju worka bokserskiego dla obywateli doprowadzonych przez rząd na skraj irytacji z powodu rozmiarów kryzysu ekonomicznego (najpierw na Węgrzech w 2006 roku, a następnie na całym świecie w 2008 roku), co zmusiło kraj do przyjęcia pomocy finansowej udzielonej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), Unię Europejską i Bank Światowy. W tamtym czasie ulotki rozprowadzane przez Jobbik otwarcie nawoływały do aresztowania Gyurcsányego.

Atmosfera zimnej wojny domowej bardzo sprzyjała rozwojowi młodej partii Jobbik, której ostatecznie udało się osiągnąć ogromne zwycięstwo polityczne, jakim było utworzenie w 2007 roku (nieuzbrojonej) cywilnej organizacji paramilitarnej – Gwardii Węgierskiej.

Członkowie Gwardii Węgierskiej w 2008 roku. Źródło: anonimowe.

Pod kierownictwem swojego młodego przewodniczącego Gábora Vona Jobbik odniósł sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku, uzyskując piętnaście procent głosów, a następnie siedemnaście procent w wyborach parlamentarnych w 2010 roku, podczas gdy partia Fidesz odniosła łatwe zwycięstwo zdobywając ponad pięćdziesiąt procent głosów, co zapewniło jej większość kwalifikowaną (dwie trzecie głosów) w Zgromadzeniu Krajowym, umożliwiając jej wprowadzanie zmian w konstytucji bez konieczności konsultowania ich z innymi stronami. Do momentu uzyskania popularności przez partię Złoty Świt w Grecji, Jobbik uważany był za najbardziej radykalną partię prawicową w Europie, jakiej udało się zasiąść w parlamencie swojego kraju. Partia Jobbik kilkakrotnie zrobiła duże zamieszanie w kraju i na świecie, zwłaszcza gdy wysłała Gwardię Węgierską do przemarszu przez węgierskie wioski w ramach sprzeciwu wobec „przestępczości Romów”,

choć najwięcej kontrowersji wzbudzały krytyczne uwagi, jakie partia ta robiła na temat Żydów. Największy, głośny na cały świat skandal wywołał poseł Márton Gyöngyösi swoimi wypowiedziami w parlamencie w listopadzie 2012 roku. Jednominutową wypowiedź, w której wspomniał o konflikcie izraelsko-palestyńskim oraz o sytuacji w Strefie Gazy, Gyöngyösi zakończył słowami „Ile osób żydowskiego pochodzenia, spośród tych zasiadających w parlamencie i rządzie węgierskim, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Węgier?”

Natychmiast odezwały się głosy sprzeciwu. Wypowiedź potępiły wszystkie pozostałe węgierskie partie polityczne, a nawet odbyła się demonstracja, która zjednoczyła przedstawicieli Fidesz i liberalnej lewicy. Pod koniec 2012 roku natomiast Centrum Szymona Wiesenthala uznało Gyöngyösiego za jednego z dziesięciu największych antysemitów na świecie.

Jobbik zaskoczył obserwatorów również orientacją zagraniczną, zwróconą wyłącznie w stronę Wchodu. Poza nawoływaniem do wyjścia Węgier z Unii Europejskiej (której flagę partia Jobbik spaliła podczas demonstracji w styczniu 2012 roku) i NATO, Jobbik głosił zamiar wzmocnienia relacji nie tylko z Rosją, ale także z Turcją, światem turańskim i muzułmańskim.

Jednym ze sloganów Jobbik podczas demonstracji, w trakcie której partia spaliła flagę Unii Europejskiej, było hasło, którego oryginalnie użyto w kampanii sprzeciwiającej się wejściu Węgier do UE przed referendum członkowskim w 2003 roku: „Chcemy być członkami [UE] czy chcemy być wolni?”

Początek detoksu (2013)

W czasie, gdy partia Jobbik zyskiwała rozgłos skandalicznymi wypowiedziami w latach 2010-2014, rządowi Victora Orbána udało się zmniejszyć deficyt budżetowy, przedterminowo spłacić pożyczkę zaciągniętą od MFW przez poprzedni rząd, uchwalić nową konstytucję Węgier i wejść w stały konflikt z Brukselą. Popularność Orbána pozostaje nienaruszona od czasu jego triumfalnej reelekcji w 2010 roku.

Z powodu konieczności zmagania się z radykalizmem politycznym, który stał się przyczyną odbicia się przez Jobbik od wyborczego szklanego sufitu, Gábor Vona podjął próbę przeprowadzenia detoksykacji swojej partii. Terminem używanym na określenie strategicznego zwrotu w języku węgierskim jest néppártosodás. Termin ten, choć niełatwy do przetłumaczenia, przywodzi na myśl coś w stylu zwrócenia się w stronę „partii ludowej”.

Pod koniec 2013 roku Gábor Vona wyjaśnił, że Jobbik zawsze miała dwie twarze: twarz radykalną i twarz mainstreamową, gdzie tę drugą reprezentowały osoby o bardziej konwencjonalnych poglądach. Powiedział także, że prawdopodobnie błędem było pokazywanie dotychczas tylko twarzy radykalnej. Dodał jednak, że te dwie „twarze” zawsze współistniały w zgodzie ze sobą i że nadal tak będzie. Dodał również, że w nowej kampanii informacyjnej nie zostaną zmienione żadne najważniejsze postulaty programowe partii Jobbik, takie jak oddanie Węgier Węgrom, rozwiązanie problemu współistnienia Węgrów z Romami i odmowa oddania Unii Europejskiej dominacji nad Węgrami.

Tym filmem z października 2013 roku Jobbik zrywa ze swoim wcześniejszym wizerunkiem i strategią informacyjną. Według sloganu partia Jobbik jest „już najpopularniejszą [partią] wśród młodych”.

Taka detoksykacja, inspirowana partiami populistycznymi w Europie Zachodniej, wiązała się z koniecznością poradzenia sobie z istotną przeszkodą: pozostawaniem tych samych osób na stanowiskach kierowniczych w partii, co podważało wiarygodność rzekomych zmian (w przeciwieństwie do, na przykład, Frontu Narodowego we Francji, gdzie symbolem detoksykacji stało się objęcie kierownictwa w partii przez Marine Le Pen).

Wyniki wyborów w 2014 roku były mniej więcej takie same jak w roku 2010. Partia Fidesz zachowała dwie trzecie głosów w Parlamencie, podczas gdy partii Jobbik udało się nieco poprawić wynik i uzyskać dwadzieścia procent głosów, pozostawiając ją jednak za koalicją lewicową, która uzyskała dwadzieścia pięć procent głosów. Jobbik stał się jednak największą samodzielną partią opozycyjną.

Rok 2015 był rokiem dużych zmian. Zaczął się od sporu pomiędzy Viktorem Orbánem a Lajosem Simicskiem – biznesmenem i magnatem prasowym, który do tamtej pory był mocno z premierem związany. Simicska, który zasadniczo jest bardzo dyskretny, publicznie obraził Orbána i bezceremonialnie usunął ze swoich mediów wszystkie osoby przychylne rządowi. (Co ciekawe, ani to, ani fakt zwolnienia dziennikarzy z dnia na dzień bez podania przyczyny nie wywołało żadnego oburzenia wśród liberałów, w kraju ani za granicą.)

Dalsza część roku 2015 roku była dla partii Fidesz trudna ze względu na porażkę w dwóch wyborach uzupełniających, w rezultacie czego partia ta straciła konstytucyjną większość kwalifikowaną. W jednym z dwóch okręgów wyborczych (połowa węgierskich posłów wybierana jest za pomocą ordynacji proporcjonalnej, a druga połowa zgodnie z systemem ordynacji większościowej, w jednej turze) partia Jobbik wygrała niewielką różnicą głosów (trzydzieści pięć do trzydziestu czterech procent). Z uwagi na problemy partii Fidesz partie opozycyjne, w tym Jobbik, zaczęły patrzeć na rok 2018 z większą nadzieją.

Sytuacja jednak odwróciła się w związku z kryzysem migracyjnym. W 2015 roku ponad czterysta tysięcy migrantów nielegalnie przekroczyło granicę serbsko-węgierską biegnącą wzdłuż bałkańskiego szlaku migracyjnego prowadzącego do Europy zachodniej.

Chaos migracyjny, który nękał Węgry przez cały rok 2015, przyczynił się do utraty popularności partii Fidesz w badaniach opinii publicznej, podczas gdy poparcie dla Jobbik gwałtownie wzrosło do niemal trzydziestu procent. To, oraz wybory uzupełniające, w których partia Fidesz dwukrotnie przegrała, wzbudziło w członkach Jobbik ogromne nadzieje. Nie mogli jednak przewidzieć późniejszej odpowiedzi Orbána.

 

Wzrost popularności różnych węgierskich partii politycznych w okresie od kwietnia 2014 do kwietnia 2018 roku, na podstawie badań opinii publicznej. Partia Fidesz oznaczona jest kolorem pomarańczowym, MSZP czerwonym, Jobbik czarnym, LMP zielonym, a DK niebieskim. W połowie 2014 roku wsparcie dla Fidesz utrzymywało się na stabilnym poziomie, podczas gdy poparcie dla Jobbik rosło – wkrótce jednak tendencje się odwróciły.

W przeciwieństwie do tego, jak kwestia ta została rozwiązana w innych państwach tranzytowych, Orbán nie zorganizował przewozu migrantów od granicy serbsko-węgierskiej do węgiersko-austriackiej. Zamiast tego skupił się na przestrzeganiu postanowień unijnego układu z Schengen (zgodnie z którym państwa znajdujące się na obrzeżach strefy Schengen mają obowiązek kontrolować jej zewnętrzną granicę) i wybrał strategię frontalną. Wzdłuż granicy z Serbią wzniósł mur, którego budowę zakończono we wrześniu 2015 roku, aby uniemożliwić w ten sposób napływ imigrantów.

Zaniepokojeni napływem imigrantów i obowiązkowym kwotom rozdziału uchodźców, jakie UE zamierzała nałożyć na państwa członkowskie, zmuszając je w ten sposób do przyjęcia uchodźców, Węgrzy zaczęli na masową skalę wyrażać poparcie dla polityki premiera polegającej na kontrolowaniu granicy i nie zgadzaniu się na kwoty narzucane przez Brukselę. Lewicowa opozycja sprzymierzyła się z rzecznikami imigracji, podczas gdy partia Jobbik utknęła w martwym punkcie przez usztywniające się stanowisko partii Fidesz, która zaczęła dodatkowo potępiać sieci organizacji pozarządowych Georga Sorosa. Partia Jobbik ostatecznie poparła stanowisko Fidesz wobec migrantów, gdyż niezrobienie tego oznaczałoby wyparcie się fundamentów, na jakich powstało – to pozwoliło jednak Fidesz odzyskać siły.

Orbán kontynuował kampanię przeciwko masowej migracji i w październiku 2016 roku zorganizował referendum, w którym Węgrów poproszono o przyjęcie lub odrzucenie kwot migracyjnych określonych przez UE. Zgodnie z węgierskim prawem, aby wyniki referendum były ważne, musi w nim wziąć udział pięćdziesiąt procent uprawnionych do głosowania. Progu tego nie osiągnięto, niemniej jednak odsetek głosujących był dość wysoki, bo wyniósł czterdzieści trzy procent, zwłaszcza, że lewica nawoływała do zbojkotowania referendum. Rezultat: 98,36 wyborców głosowało przeciwko obowiązkowym kwotom migracyjnym narzucanym przez Brukselę.

W trakcie kampanii Fidesz i Jobbik (a także partia komunistyczna partia Munkáspárt (Węgierska Partia Pracujących), nieposiadająca reprezentacji w parlamencie) nawoływały do udziału w referendum i oddania głosu na „nie”. Większość lewicowych partii opozycyjnych wzywało do bojkotu głosowania, aby zapobiec osiągnięciu wymaganego kworum.

Przez cały okres kampanii referendalnej partia Jobbik nieustannie powtarzała, że w przypadku nieosiągnięcia minimalnej frekwencji, rząd powinien zrezygnować. Przed kampanią referendalną Jobbik zaproponowała parlamentowi wprowadzenie zmiany w konstytucji, na mocy której przyjmowanie imigrantów na Węgrzech przez organizacje zewnętrzne bez zgody władz węgierskich byłoby niezgodne z prawem. Fidesz odrzucił tę propozycję, pozostając przy własnej strategii referendalnej. Z tego punktu widzenia referendum przyniosło Fideszowi podwójną korzyść – skonsolidowało pozycję tej partii wśród węgierskiej opinii publicznej, a także stało się demokratycznym argumentem, którego mogła użyć w sporze z Brukselą.

Jedynym przejawem aktywnego udziału Jobbik w kampanii referendalnej był film z udziałem László Toroczkaia, który był (i nadal jest) burmistrzem wsi Ásotthalom, znajdującej się przy granicy z Serbią, i który zasłynął ze swoich kampanii w mediach społecznościowych sprzeciwiających się nielegalnej imigracji, a w 2016 roku dołączył do kierownictwa partii Jobbik obejmując stanowisko jednego z jej wiceprezesów.

Jednak mimo tego filmu niemal codzienne powtarzanie przez Jobbik, że w razie nieważności referendum rząd powinien podać się do dymisji, może prowadzić do przekonania, że to właśnie tego chciała partia Jobbik. W tamtym czasie konflikt pomiędzy Fidesz a Jobbik był już nasilony, po tym, jak oligarcha Lajos Simicska wyraził swoje zdecydowane poparcie dla partii Jobbik, również oddając w jej ręce swoje media.

Równocześnie w 2016 roku, wraz z odejściem jednego z wiceprezesów, Előda Nováka – antysyjonisty i przeciwnika Unii Europejskiej – w Jobbik nastąpiły wewnętrzne zmiany. Novák był raczej nieprzychylny strategii néppártosodás Gábora Vony, który głosował przeciwko reelekcji Nováka mimo uzyskania przez niego większości głosów członków partii. Wkrótce grupa parlamentarna partii Jobbik zwróciła się do niego z wnioskiem o rezygnację, co też uczynił i został usunięty ze wszystkich zajmowanych stanowisk. Przeciwwagą dla tego odejścia było wejście w szeregi László Toroczkaia, dzięki czemu partia Jobbik mogła spróbować zmniejszyć przewagę na tym polu Viktora Orbána, który uczynił imigrację głównym tematem swoich kampanii w mediach społecznościowych. W związku z tym wybór Toroczkaia, cieszącego się szacunkiem radykalnego nacjonalisty i niezależnego założyciela kilku bojówek nacjonalistycznych, pozwolił partii Jobbik utrzymać nacjonalistyczny charakter przy równoczesnej zmianie kursu.

Usunięcie Nováka pozwoliło również wyeliminować problem wewnętrzny, umożliwiając jednak partii przyjęcie strategii wykraczającej ponad zwykłą „detoksykację”.

Antyorbánism za wszelką cenę

Po tym, jak Orbán zaczął obierać nieco bardziej prawicowy kurs, partia Jobbik podjęła próbę podejścia go „od lewej”, inicjując skandaliczne kampanie propagandowe przeciwko zarówno premierowi jak i, bardziej ogólnie, partii Fidesz.

Po referendum w sprawie kwot migracyjnych w październiku 2016 roku Orbán przedłożył projekt zmiany ustawy zasadniczej, zgodnie z którym przyjmowanie imigrantów na Węgrzech przez organizacje zewnętrzne bez oficjalnego pozwolenia ze strony Węgier byłoby niezgodne z prawem. Orbán nie dysponował już większością kwalifikowaną, która umożliwiałaby mu uchwalenie takiej zmiany bez poparcia innych partii. Poparcie posłów Jobbik było mu potrzebne, co postawiło Fidesz w trudnym położeniu. Jak zauważył francuski magazyn Causeur, „Orbán, polityczne zwierzę, stawia Jobbik przed bardzo trudnym wyborem: stanąć po stronie Orbána czy po stronie przeciwnej”.

Z okazji skorzystał Gábor Vona: Oskarżył węgierski rząd o otwarcie drogi do legalnej imigracji poprzez sprzedaż węgierskich obligacji skarbowych (w języku węgierskim: Letelepedési Magyar Államkötvény), co umożliwiło bogatym inwestorom zagranicznym uzyskanie wizy Schengen w zamian za zakup takich obligacji. Oświadczył, że posłowie Jobbik poprą w głosowaniu zmianę konstytucji proponowaną przez Fidesz wyłącznie pod warunkiem zawieszenia takiego systemu udzielania wiz. Orbán nie uległ jednak szantażowi Jobbik. Zgodnie ze swoimi zapowiedziami Jobbik nie zagłosował za zmianą, która została następnie odrzucona przez parlament ze względu na brak kwalifikowanej większości. Prasa zagraniczna zinterpretowała to jako kolejny afront wobec Orbána , miesiąc po niezbyt wyraźnym sukcesie referendum.

W rzeczywistości Orbánowi udało się w ten sposób pokazać społeczeństwu, że jako jedyny stawia opór nielegalnej masowej imigracji, przedstawiając w ten sposób wszystkie partie opozycyjne, w tym Jobbik, jako popierające masową imigrację.

Od tamtej pory Fidesz i Jobbik toczą ze sobą otwartą wojnę. Partia Jobbik chciała zachować umiarkowane stanowisko w sprawie migracji, przez co została zmiażdżona walcem komunikacji społecznej partii Fidesz i jej organizacji satelitarnych. Wysuwane przez nie oskarżenia zostały łopatologicznie przedstawione w następujący sposób: Partia Jobbik została partnerem liberalnej lewicy.

Jobbik zyskał jednak jedną przewagę: cały czas udając trzymanie się retoryki antyimigracyjnej, w oczach liberalnej opozycji starał się pokazać jako najbardziej zdeterminowany przeciwnik Orbána, a zarazem jedyna partia mająca realną szansę wysadzić go z siodła w 2018 roku. Co więcej, za pomocą plakatów informacyjnych Lajosa Simicski, które pojawiły się na niemal każdym kiosku i billboardzie w kraju, i na których Orbán nazywany był oszustem, Jobbik rozpoczął kampanię antykorupcyjną przeciwko Fideszowi. Również wymiana zdań między Voną a Orbánem w węgierskim parlamencie stała się w tym okresie szczególnie zjadliwa.

 

Również w sprawach zagranicznych nadszedł czas wyraźnego zwrotu partii Jobbik w kierunku centrum. W 2016 roku partia nie mówiła już o wyjściu z Unii Europejskiej (której flagę zaledwie cztery lata wcześniej Jobbik palił), ale raczej nawoływała jedynie do jej zreformowania.

Podobnie Márton Gyöngyösi, który do tamtego momentu znany był ze swojego zdecydowanie „antyatlantyckiego” stanowiska i orientacji wschodniej, posunął się na tyle daleko, aby oświadczyć w rozmowie z Courrier d’Europe centrale w marcu 2018 roku, że „nie ma znaczenia, gdzie jesteś, wszyscy o orientacji nacjonalistycznej, ekstremistycznej i prorosyjskiej w Europie wielbią Orbána i podają go za przykład.” W rozmowie wyjaśnił również, że to nie Jobbik stanowi zagrożenie dla demokracji, a rząd Viktora Orbána.

Jobbik jest również znany z turanizmu – poglądu, zgodnie z którym Węgrzy mają bliskie kulturalne i etniczne związki z ludami turańskimi, a ogólniej mówiąc, znany jest z uwielbienia dla Turcji. Choć odejście od tych poglądów nigdy nie zostało dobitnie wyrażone, stopniowo odsuwano je na bok. Podobnie porzucone zostało wcześniejsze krytyczne stanowisko Jobbika wobec syjonizmu i niektórych Żydów, na co zwrócono uwagę, gdy w listopadzie 2016 roku Vona wygłosił mowę w Teatrze Spinoza w Budapeszcie, będącym słynnym miejscem spotkań żydowskich intelektualistów, oraz gdy miesiąc później wysłał życzenia z okazji święta Chanuka do liderów żydowskich na Węgrzech (życzenia nie zostały przyjęte). Rok później Vona publicznie potępił wcześniejsze krytyczne uwagi wygłaszane prze jego partię na temat niektórych Żydów.

Jobbik zmienił stanowisko również w sprawach socjalnych:

  • W przeciwieństwie do swoich wcześniejszych deklaracji partia Jobbik oświadczyła, że nie ma już zamiaru przeciwstawiać się organizacji parady równości Gay Prade w Budapeszcie, uzasadniając to tym, że parada ta jest elementem obrony wolności publicznej, która została rzekomo znacznie ograniczona pod rządami Viktora Orbána.
  • Jobbik poparł wniosek posłów liberalnej lewicy złożony do Trybunału Konstytucyjnego o sprzeciwienie się przepisom dotyczącym Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego sfinansowanego przez George'a Sorosa. Celem tych przepisów było zmuszenie Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego do przestrzegania tych samych zasad, jakie obowiązują na innych węgierskich uniwersytetach, tak, aby Uniwersytet Środkowoeuropejski nie mógł wystawiać zagranicznych dyplomów bez oferowania studentom zajęć w danym państwie (w tym przypadku chodziło o Stany Zjednoczone).
  • W wywiadzie udzielonym w marcu 2018 roku dla lokalnej telewizji i opublikowanym w tygodniku liberalnej opozycji HVG, Ádám Mirkóczki, poseł i rzecznik Jobbik, posunął się aż do oświadczenia, że retoryka Jobbik przed 2010 rokiem była nieszczera i nie odzwierciedlała realnego stanowiska partii. Dodał nawet, że to właśnie dzięki Orbánowi Jobbik stała się partią odczuwającą największy niepokój o demokrację w kraju i że należy mu za to podziękować. Na swojej stronie na Facebooku László Toroczkai opublikował lakoniczną odpowiedź na to oświadczenie: „Mówiąc, że retoryka sprzed 2010 roku była nieszczera, Ádám Mirkóczki nie wypowiadał się w moim imieniu”.

Wydaje się, że taka strategia partii Jobbik, publicznie skrytykowana wewnątrz partii wyłącznie przez László Toroczkaia, nie zwróciła większej uwagi opinii publicznej, co potwierdzają badania opinii publicznej wskazujące, że poparcie dla Jobbik utrzymuje się na niezbyt wysokim poziomie piętnastu do dwudziestu procent.

Pewne nadzieje wśród opozycji rozbudziło nieoczekiwane wydarzenie: 25 lutego 2018 roku, sześć tygodni przed wyborami parlamentarnymi w kwietniu 2018 roku, odbyły się samorządowe wybory uzupełniające w Hódmezővásárhely, w których Péter Márki-Zay, bezpartyjny kandydat określający się jako konserwatysta rozczarowany polityką Fidesz, otrzymał poparcie wszystkich partii opozycyjnych – od DK po Jobbik. Márki-Zay wygrał wybory uzyskując pięćdziesiąt siedem procent głosów, podczas gdy kandydat Fidesz uzyskał czterdzieści jeden procent głosów. Ten zaskakujący sukces pokazał, że w przypadku zawiązania się koalicji wszystkich opozycyjnych partii w poszczególnych okręgach parlamentarnych, pokonanie Fidesz mogłoby się okazać możliwe.

W 2018 roku jednak nikt nie był na to jeszcze gotowy i Jobbik odmówił wycofania któregokolwiek ze swoich kandydatów ze 106 jednomandatowych okręgów wyborczych w kraju, przez cały czas zachęcając liberalnych wyborców do głosowania na kandydata Jobbik, gdy wydawał się mieć on większe szanse pokonania kandydata Fidesz (zwłaszcza na terenach wiejskich; pozycja Jobbik najsłabsza jest w Budapeszcie). Jobbik oświadczył ponadto, że jest gotowy utworzyć po wyborach koalicję z liberalną partią Zielonych – LPM, a także z młodymi liberałami z Momentum, odrzucił jednak współpracę z MSZP lub DK Gyurcsány’ego.

Jednakże ku zaskoczeniu wielu obserwatorów w wyborach parlamentarnych w 2018 roku partia Fidesz również zdobyła większość kwalifikowaną (dwie trzecie głosów). Jobbik uplasował się na drugiej pozycji ze swoimi dziewiętnastoma procentami, pozostając jednak wciąż daleko w tyle za Fidesz z czterdziestoma-dziewięcioma procentami. Z punktu widzenia strategii „głosowania taktycznego” wybory te, w których Jobbik wygrał w tylko jednym ze 106 okręgów, okazały się dla partii porażką.

Rozłam umożliwia partii Jobbik przyłączenie się do wspólnego frontu przeciwko Orbánowi

Gábor Vona obiecał, że w razie kolejnej porażki wyborczej wycofa się z kierowania partią Jobbik i słowa dotrzymał. Zrezygnował także ze stanowiska w Zgromadzeniu Narodowym i został vloggerem, kontynuując promowanie dialogu i współpracy pomiędzy wszystkimi członkami opozycji, która to współpraca miałaby na celu obalenie rządzącej partii Fidesz i Viktora Orbána.

Po rezygnacji Vony o jego stanowisko ubiegało się dwóch kandydatów: Tamás Sneider i László Toroczkai. Obaj mają radykalną przeszłość: Sneider był w latach 90. liderem skinheadów, a Toroczkai był jesienią 2006 roku przywódcą nacjonalistycznych rozruchów. Każdy z kandydatów współdzielił mandat z innym kandydatem, który miał zostać wiceprzewodniczącym partii: Partnerem Tamása Sneidera został Márton Gyöngyösi, a László Toroczkaia – Dóra Dúró – posłanka Jobbiku i żona Előda Nováka.

Zbliżało się głosowanie, które miało zostać przeprowadzone podczas kongresu partii Jobbik. Członkowie Jobbiku (a konkretnie Gábor Vona i sekretarz generalny Gábor Szabó) w dużej mierze poparli kandydaturę Sneidera, który niewielką różnicą głosów wygrał wybory. Toroczkai nie zaakceptował procedury kongresu oświadczając, że udzielono mu mniej czasu na wypowiedzi. Pomimo swojej ekstremistycznej przeszłości Sneider naciskał na kontynuowanie strategii Gábora Vony, natomiast László Toroczkai kategorycznie odmówił zawierania jakichkolwiek sojuszy z liberalną lewicą.

W efekcie Toroczkai utworzył wewnątrz Jobbik grupę dla burmistrzów, która miała wzywać do przyjęcia programu, który pozwoliłby Jobbikowi powrócić do prawicowych korzeni – kierownictwo partii odrzuciło jednak tę inicjatywę. W następstwie Toroczkaia wydalono z Jobbiku, a wkrótce potem założył on własną partię: Mi Hazánk Mozgalom (Ruch Naszego Domu). Dołączyło do niego czterech posłów partii Jobbik, on sam natomiast znajdzie się na pierwszym miejscu listy wyborczej w wyborach do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 roku.

Po odejściu tych członków partia Jobbik mogła w końcu swobodnie doprowadzić swój antyorbánism do logicznego końca. Jobbik oświadczył na przykład, że jednym z najważniejszych celów podczas zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego jest uniemożliwienie Orbánowi wyprowadzenia Węgier z Unii Europejskiej. Pierwsze miejsce na liście zajmie Márton Gyöngyösi. Partie opozycyjne nie chciały zaproponować wspólnej listy przeciwko partii Fidesz ze względu na ordynację proporcjonalną. Mają jednak zamiar zrobić to podczas zbliżających się wyborów lokalnych, które mają odbyć się w październiku 2019 roku.

Udział partii Jobbik w publicznych demonstracjach u boku dawnych wrogów z liberalnej lewicy w marcu tego roku, o którym była już mowa na początku tego artykułu, daje jasny obraz aktualnych strategii tej partii – w przeciwieństwie do 2018 roku, kiedy to jej stanowisko było dość niejednoznaczne. Podobnie liberalna lewica sygnalizuje, że w zamian za współpracę gotowa jest wybaczyć Jobbikowi wcześniejszą postawę, jak na przykład w lutym, kiedy to Gergely Karácsony, liberalny socjalista ubiegający się o stanowisko burmistrza Budapesztu, który podczas kampanii w 2018 roku potępił Jobbik za „totalny nazizm”, publicznie bronił kontrowersyjnych wypowiedzi Mártona Gyöngyösi’ego z 2012 roku na temat Żydów w rządzie. Zważywszy, że Jobbik zerwał z założeniami, jakie przyświecały tej partii w chwili jej założenia, wyniki w wyborach do europarlamentu będą pierwszą wskazówką co do tego, czy utworzenie wspólnego frontu z liberalną lewicą było dobrym posunięciem.


Translated from French by Guillaume Durocher.

 

 

From Visegratspost