Faszyzm, Populizm, Nacjonalizm – słowa wytrychy

opublikowano 06.02.2019 


 


Faszyzm, Populizm,  Nacjonalizm – słowa wytrychy

Faszyzm, nazizm i populizm bywają wymieniane jednym tchem z nacjonalizmem. W ferworze publicystycznym stawia się najczęściej znak równości pomiędzy tymi pojęciami. To poważne nieporozumienie.

 

 

Historycznie rzecz ujmując faszyzm narodził się jako ruch polityczny we Włoszech, zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Za twórcę faszyzmu uznaje się Benito Mussoliniego. Warto przyjrzeć się nieco bliżej tej postaci, by lepiej zrozumieć, czym w istocie był kierowany przez niego ruch.

Mussolini urodził się w 1883 roku rodzinie z silnymi tradycjami lewicowymi. Jego ojciec, Alessandro był aktywistą socjalistycznym, niechętnie nastawionym do Kościoła. Wywarł on duży wpływ na ukształtowanie się postawy życiowej przyszłego przywódcy państwa faszystowskiego. Sam młody Benito Mussolini od wczesnych lat włączył się aktywnie w działalność Włoskiej Partii Socjalistycznej. Był nie tylko jej czynnym działaczem ale i dziennikarzem, piszącym teksty w socjalistycznych gazetach. W 1909 roku objął stanowisko redaktora naczelnego pisma La Lotta di Classe, czyli walka klas. Jego popularność w partii wzrosła znacznie w 1912 roku wraz z włączeniem się w protest przeciwko wojnie w Libii. Mussolini został wybrany do Zarządu Włoskiej Partii Socjalistycznej i objął stanowisko redaktora naczelnego pisma Avanti, które było głównym organem prasowym partii. Rozbrat z Włoską Partią Socjalistyczną przyniosła dopiero I Wojna Światowa. Włosi a zwłaszcza włoska lewica, bardzo niechętnie patrzyli na perspektywę włączenia się do działań po którejkolwiek ze stron konfliktu. Tym większym zaskoczeniem dla nich był artykuł redaktora naczelnego Avanti nawołujący do wojny po stronie Ententy. Mussolini po tym tekście został pozbawiony posady redaktora i wyrzucony z partii. Założył wtedy własne pismo Il Popolo  d’Italia w którym zachęcał do wojny. Zaczęły się też krystalizować jego nowe poglądy polityczne, które czasem nazywał socjalizmem narodowym a czasem antymarksistowskim. Stał się z jednej strony przeciwnikiem demokracji, nawoływał do stworzenia dyktatury z drugiej zaś potępiał rewolucję bolszewicką w Rosji.

Po zakończeniu wojny Włochy znalazły się w trudnej sytuacji gospodarczej. Szalały strajki, rosło niezadowolenie społeczne. Mussolini zgromadził grupę podobnych sobie byłych działaczy socjalistycznych, którzy przyjęli retorykę nacjonalistyczną, trochę działaczy chłopskich i wielu zdemobilizowanych żołnierzy, którzy czuli się oszukani. Tworzyli oni Fasci – czyli związki kombatanckie, od których nazwę wziął sobie cały ruch faszystowski. W 1921 roku powołana została oficjalnie Narodowa Partia Faszystowska. Jej program był połączeniem postulatów socjalnych (8 godzinny dzień pracy, opieka socjalna państwa i tym podobne elementy agendy socjalistycznej) z projektem państwa totalitarnego – ograniczenie demokracji, etatyzm, państwo w służbie narodu.  Wkrótce faszyści Mussoliniego przejęli władzę.  Z faszyzmem wiąże się również symbolika – czarne koszule, które były podczas I wojny znakiem rozpoznawczym włoskich oddziałów specjalnych, wiązka witek z zatkniętym toporem czy w końcu słynny salut rzymski, nawiązujący do tradycji Imperium. Wbrew potocznemu mniemaniu faszyzm we Włoszech nie przybrał nigdy cech krwawego terroru. Owszem, z czasem  likwidacji uległa demokracja parlamentarna, partie polityczne i związki zostały rozwiązane. Panowała cenzura, przeciwnicy polityczni trafiali do więzień, lecz nie było we Włoszech nawet ułamka tych ludobójczych praktyk, jakie stanowiły normę w ZSRR, Chinach czy Kambodży.

Z Faszyzmem związany jest niemiecki Narodowy Socjalizm. Trzeba pamiętać, że choć dzisiaj powszechnie stosuje się te pojęcia jako zamienniki, to pomiędzy ustrojami III Rzeszy i faszystowskich Włoch istniały różnice. Niemiecki Narodowy Socjalizm od samego swego początku kładł silny nacisk na kwestie rasowe, antysemityzm odgrywał w nim niebagatelną rolę, od samego też początku widoczna była w NSDAP tendencja do fizycznej likwidacji przeciwników. Najpierw przeciwników politycznych (także wewnętrznych, jak lewicowe skrzydło SA Ernsta Röhma) później Żydów, Słowian, Cyganów… W rezultacie niemiecki Narodowy Socjalizm doprowadził do wybuchu wojny, która pochłonęła miliony istnień oraz planowego ludobójstwa na terenach okupowanych.

Jak to się stało, że niemiecki narodowy socjalizm utożsamiony został z faszyzmem a następnie stał się inwektywą, przyklejaną do przeciwników politycznych? Zadecydowała o tym przede wszystkim polityka propagandowa Związku Radzieckiego oraz jego międzynarodowej agendy, czyli Kominternu. Już w 1925 roku w rezolucji kominternowskiej stwierdzono, że faszyzm jest narzędziem burżuazji powołanym w celu zwalczania proletariatu. W latach 20 i 30 w oficjalnej komunistycznej wykładni dziejów stwierdzono, że faszyzm stanowi ostatnie, końcowe stadium rozwoju kapitalizmu jako wyraz agonalnej próby przeciwstawieniu się rewolucji przez tracące władzę klasy posiadające. Z takiego stanowiska wypływała bardzo poważna konkluzja. W zasadzie każde państwo kapitalistyczne, prędzej czy później stanie się państwem faszystowskim. Ten obraz świata wpisywał się doskonale w komunistyczną dychotomię postęp – reakcja, proletariat – burżuazja, rewolucja – kontrrewolucja. Sowieckim agentom wpływu, rozsianym po całym świecie udało się zaszczepić w zbiorową świadomość przesąd o postępowym, rewolucyjnym socjalizmie i reakcyjnym, wstecznym faszyzmie. Definicja faszyzmu została w wyniku tych działań znacznie rozszerzona, nie odnosiła się już do konkretnej doktryny politycznej występującej we Włoszech czy nawet pokrewnej jej idei niemieckiego narodowego socjalizmu. Teraz faszyzmem mógł być w zasadzie każdy ustrój polityczny, każdy rząd, który nie spełniał kryteriów postępowości i rewolucyjności. Ta operacja na pojęciach rozpoczęła się jeszcze przed wybuchem II wojny Światowej. Po wybuchu wojny a ściśle po ataku III Rzeszy na Związek Radziecki ta retoryka nabrała nowego wymiaru. Państwa Osi określane jako państwa faszystowskie (do faszystowskich zaliczono też hurtem Japonię) uznane zostały za zło ostateczne a przeciwko nim utworzony „front antyfaszystowski”. Dobrotliwy „wujaszek Stalin” był zachodnim aliantom potrzebny do pokonania Rzeszy oraz Cesarstwa Japonii. Przymykali oko na wszystko to, co działo się w sowieckich łagrach na „nieludzkiej ziemi”, przymykali oko na to, co działo się na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. W końcu przehandlowali za sojusz ze Stalinem Europę Środkową.

Stalin znalazł się wśród triumfatorów i „sędziów historii”, którzy surowo ocenili Hitlera i III Rzeszę. Jako zwycięzca II wojny stalinizm i komunizm uzyskały moralną legitymację swoich działań. Każdą, największą nawet zbrodnię komunistyczną można było teraz tłumaczyć mówiąc „No tak ale jednak zwyciężyli faszystów, bez wkładu Związku Radzieckiego Hitler podbił by cały świat…”

Ta retoryka była kontynuowana po II wojnie na całym świecie, wszędzie tam, gdzie docierały wpływy komunistycznej propagandy a docierały przede wszystkim do środowisk uniwersyteckich i artystycznych. Faszyzm, pojmowany bardzo dowolnie i szeroko, stał się inwektywą, „antyfaszyzm” legitymizował każde praktycznie działanie, gdyż stawał się automatycznie synonimem postępu.

W środowiskach uniwersyteckich propaganda komunistyczna zetknęła się z ważnymi sojusznikami. Byli nimi uczniowie myślicieli ze szkoły frankfurckiej. Na uwagę zasługuje szczególnie praca działających od lat 30 na emigracji w USA Maxa Horkheimera i Teodora W. Adorno, którzy wydali w 1944 roku książkę „Dialektyka Oświecenia”. Praca ta i szereg następujących po niej, stanowiła dogłębną krytykę dotychczasowej cywilizacji zachodniej. W ujęciu frankfurtczyków faszyzm był naturalnym efektem panującej w Europie od stuleci kultury, pojęciem znacznie szerszym od doktryny politycznej. Faszyzm rodzi się, ich zdaniem, jako końcowy efekt panującej w Europie hierarchii wartości, religii chrześcijańskiej, patriarchalnej, monogamicznej rodziny i systemów politycznych. To rozszerzone pojęcie faszyzmu przeniknęło do kultury masowej i publicystyki tak, że dzisiaj wielu ludzi używa go nawet nie zdając sobie sprawy z jego pochodzenia. W rozumieniu lewicowych krytyków cywilizacji łacińskiej faszyzmem może być absolutnie wszystko, co wiąże się z kulturą zachodnią. Faszyzmem zostają nazwane przywiązanie do tradycji, uczestnictwo w praktykach religijnych, szacunek dla społecznej hierarchii lub poszanowanie dla kanonów estetycznych, obowiązujących przez stulecia w europejskiej sztuce. Faszyzmem zostanie nazwane jakiekolwiek kwestionowanie obecnie dominującego ustroju, czyli demokracji przedstawicielskiej i wypowiedzi pozytywne wobec innej formy ustrojowej np. monarchii. Jednak i sama demokracja również może zostać nazwana faszyzmem, gdy tylko w jakimś referendum lub głosowaniu większość obywateli podejmie niewłaściwą, zdaniem luminarzy, postępu decyzję. Kto ma prawo oceniać, co jest a co nie jest faszyzmem? Znowu trzeba się odwołać do myśliciela szkoły frankfurckiej Herberta Marcusego, który w eseju „Tolerancja Represywna” z roku 1965 uzasadnił, że to dobrze zorganizowana, postępowa i świadoma swoich celów mniejszość ma dominować nad konserwatywną, lecz nie potrafiącą bronić własnego systemu wartości większością. Jednym słowem, wszystko co czyni postępowa, lewicowa awangarda społeczeństwa jest z definicji słuszne zaś wszystkie próby przeciwstawienia się postępowi przez konserwatywną większość mogą być nazwane faszyzmem. Faszystą bywa nazywany w publicystyce premier Węgier Victor Orban, faszystami bywają przywódcy Polski i innych krajów europejskich. Jeszcze bardziej dezorientuje częste użycie terminu „faszyzujący” w odniesieniu do przeciwników politycznych, gdyż jest to pojęcie wymykające się już jakimkolwiek precyzyjnym definicjom a stosowane w publicystyce politycznej jako stygmatyzująca etykieta.

W ostatnich latach wielką karierę w politycznym języku robi słowo „populizm”. Używane przez przedstawicieli strony lewicowo liberalnej wyłącznie jako inwektywa, coś na kształt „krypto – faszyzmu”. Bardzo nieostre określenie z dziedziny nauk politologicznych, które wymyka się jednoznacznym definicjom. Źródłosłów łaciński odwołuje się wprost do „ludu” – populos – lud, jest więc populizm  czymś w rodzaju demokracji. Słowo to nabrało jednak negatywnego zabarwienia i robi swoistą karierę w języku publicystyki politycznej od kilku lat, odkąd „lud” zaczął w różnych państwach dokonywać wyborów niezgodnych ze wskazaniami światłej elity lewicowo liberalnej. Łatkę partii populistycznej ma więc przyklejoną od lat węgierski Fidesz, jako że od lat niezmiennie wygrywa w demokratycznych wyborach i realizuje obietnice wyborcze, niezgodne z wytycznymi organów europejskich. Za populistę  i to nawet w części własnej Partii Republikańskiej, uchodzi prezydent Donald Trump. Populistami bywają nazywani francuscy politycy Frontu Narodowego czy eurosceptyczni posłowie w Parlamencie Europejskim. W debacie publicznej przyklejenie komuś łatki „populisty” natychmiast przenosi dyskusję z poziomu merytorycznego na emocjonalny, gdyż z argumentami populistów się nie dyskutuje, populiści nie mają przecież nic rozsądnego do powiedzenia, ich propozycje oparte są tylko na zręcznej demagogii skierowanej do nie uświadomionych dostatecznie mas. „Wola ludu”, traktowana często przez stronę lewicowo liberalną jako ostateczne kryterium podczas sporu politycznego, w przypadku nazwania kogoś populistą, ulega zawieszeniu.

Faszyzm, nazizm i populizm bywają wymieniane jednym tchem z nacjonalizmem. W ferworze publicystycznym stawia się najczęściej znak równości pomiędzy tymi pojęciami. To poważne nieporozumienie. Nacjonalizm stanowi zbiorcze określenie pewnej grupy doktryn politycznych, znacznie nieraz różniących się pomiędzy sobą. Upraszczając nieco, można powiedzieć, że wszystkie nacjonalizmy zgadzają się ze sobą co do zasady, że wspólnota narodowa powinna posiadać własne państwo. Pozostałe kwestie potrafią bardzo mocno odróżniać poszczególne nacjonalizmy. Inny jest nacjonalizm turecki, inny irlandzki, zupełnie inny japoński. Nawet w ramach jednego nacjonalizmu mogą zachodzić znaczne różnice w zapatrywaniu na sprawy związane z funkcjonowaniem państwa, relacją do innych narodów czy wolnością jednostki. Zarówno we włoskim faszyzmie jak i niemieckim narodowym socjalizmie znajdowały się komponenty nacjonalistyczne, ale stawianie tezy, że każdy nacjonalizm równa się faszyzm jest poważnym nadużyciem.

We współczesnym języku debaty publicznej mamy do czynienia z wielkim popsuciem pojęć. Określenia faszyzm, nacjonalizm, populizm używane są bez żadnego związku z ich definicjami jako element walki ideologicznej. Konfucjusz mawiał podobno, że „Naprawę Państwa należy rozpocząć od naprawy pojęć”. Jedyne co mogą czynić ceniący prawdę ludzie aktywni w publicznej debacie, to walka o staranne używanie pojęć, prostowanie nieścisłości i demaskowanie fałszów. Tylko w ten sposób prawda może obronić się przed zalewem języka ideologicznej propagandy.

 

Marcin Bąk