Lajos Pálfalvi. Mosty budowane słowem
Lajos Pálfalvi (1959-2026) swoją pracą i postawą przez lata budował mosty między Wisłą a Dunajem. Wspominamy wybitnego węgierskiego tłumacza i polonistę.
Pálfalvi – urodzony w Peczu węgierski krytyk, historyk literatury i jeden z najwybitniejszych tłumaczy literatury polskiej; odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, laureat prestiżowej nagrody Transatlantyk przyznawanej za wybitne osiągnięcia w popularyzacji literatury polskiej. Jak zaznaczył w laudacji Dariusz Jaworski, dyrektor Instytutu Książki: „Dzięki jego pracy translatorskiej od połowy lat osiemdziesiątych XX wieku systematycznie publikowane są na Węgrzech najważniejsze i najbardziej aktualne dzieła polskiej literatury pięknej i szeroko pojętej humanistyki – w sumie 55 wydań książkowych”. Od 2017 roku, kiedy otrzymał nagrodę, liczba ta zwiększyła się o kolejne pozycje. To w dużej mierze dzięki jego zaangażowaniu Węgry znajdują się dziś w ścisłej europejskiej czołówce pod względem liczby przekładów polskiej literatury pięknej.
Życiowa pasja: literatura polska
Ukończył studia polsko-węgiersko-rosyjskie na Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie (węg. Eötvös Loránd Tudományegyetem), na którym później przez kilka lat wykładał historię literatury polskiej. Co ciekawe, w roku akademickim 1993-94 wykładał także na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie – literaturę węgierską. W centrum jego zainteresowań pozostawała jednak literatura polska. Studiował w latach 80., a więc w czasie, gdy Polska stała się najciekawszym krajem bloku socjalistycznego. Powstała wówczas „Solidarność” i ukształtował się drugi obieg, w którym zaczęły ukazywać się dzieła literatury, które wcześniej były zakazane, m.in. Czesława Miłosza czy Witolda Gombrowicza. Już w czasie studiów Pálfalvi zajmował się tłumaczeniami, oczywiście dla węgierskiego samizdatu. Jego fascynacja polską literaturą emigracyjną rozpoczęła się właśnie wtedy. Była ona tematem zarówno jego pracy doktorskiej, którą poświęcił zagadnieniom prozy polskiej emigracji w latach 1945-1980 (węg. Tény és metafora. A lengyel emigració prózairodalma, 1945–1980), jak i rozprawy habilitacyjnej zatytułowanej Przystanki transatlantyckie. Gombrowicz (węg. A Transz-Atlantik megállói. Gombrowicz), która poświęcona była twórczości Witolda Gombrowicza.
O swojej fascynacji literaturą polską tak opowiadał Sandrze Treli: „Wprawiało mnie w zadowolenie, że literatura polska powstająca w latach 90. została oparta już na odmiennych kryteriach – nie tak ważna była krytyka literacka, a liczyły się bardziej wydawnictwa, przekłady czy filmy zrobione na podstawie książki. Węgierskie życie literackie było wówczas anachroniczne, młodzi pisarze walczyli o stypendia, nie o sukces. Węgierski pisarz zabiegał o względy ministerstwa, nie czytelników. Paradoksalnie odbijało się to na poetyce prozy. Pamiętam, że polska krytyka literacka wprowadziła wtedy pojęcie „pakt z czytelnikiem”. Po fali poczytności dzienników czy pamiętników przyszedł czas na fikcję literacką. Był to czas debiutu Tokarczuk czy Stasiuka, którzy pisali przystępne teksty, niemniej należące do literatury elitarnej. Nie wabili odbiorców komercją. Natomiast poetyka prozy węgierskiej była wówczas bardzo skomplikowana, królował autotematyzm, jakieś najdziwniejsze eksperymenty, nie było normalnej prozy fabularnej, pojawili się epigoni Pétera Esterházego, produkujący zupełnie nieczytelną prozę. Teksty te były zideologizowane, niekomunikatywne, brakowało porządnej powieści. Szukałem więc jej w Polsce”[1].
Tłumacz, który zmienił pejzaż literacki Węgier
Naukowo związany był z najważniejszymi uniwersytetami na Węgrzech, m.in.: Uniwersytetem w Peczu i Katolickim Uniwersytetem im. Pétera Pázmánya w Budapeszcie (węg. Pázmány Péter Katolikus Egyetem), gdzie od 2000 roku kierował Katedrą Filologii Polskiej, a od 2014 roku – Instytutem Europy Środkowej. Przez dwa lata (2000-2002) kierował także działem czasopisma literackiego „Nagyvilág”, czyli węgierskiego odpowiednika polskiej „Literatury na Świecie”.
Jego droga zaczęła się od pracy doktorskiej o polskiej prozie emigracyjnej, a z czasem przerodziła się w imponującą misję popularyzowania polskiej literatury na Węgrzech. W latach 90. zasłynął przede wszystkim jako tłumacz i propagator twórczości Józefa Mackiewicza, ale jego dorobek translatorski szybko poszerzył się o niemal wszystkie najważniejsze nazwiska z panteonu współczesnej literatury polskiej. Pálfalvi przekładał książki m.in. Czesława Miłosza, Władysława Reymonta, Krzysztofa Vargi, Jacka Hugo-Badera, Andrzeja Stasiuka, Marii Janion, Antoniego Libery, Witolda Gombrowicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Manueli Gretkowskiej, Stanisława Mrożka, a także opowiadania Olgi Tokarczuk.
Z Tokarczuk wielokrotnie spotykał się przy okazji festiwali i prezentacji literatury polskiej. Cenił rozmach jej wyobraźni i sposób, w jaki pisarka łączy metafizykę z codziennością, a Tokarczuk niejednokrotnie podkreślała jego rolę w budowaniu węgierskiej publiczności dla polskiej prozy. Chociaż w przypadku jej pisarstwa nie napotkał szczególnych problemów przekładowych, jeszcze przed okresem intensywnej komputeryzacji prowadzili ze sobą korespondencję… papierową.
Pálfalvi nie tylko tłumaczył, lecz także organizował bloki tematyczne, współtworzył antologie, pisał posłowia, inicjował publikacje i wprowadzał polskich autorów do węgierskiego obiegu krytyczno-literackiego. To m.in. za jego sprawą nad Dunajem regularnie prezentowana jest twórczość młodego pokolenia polskich pisarzy – od reportażu po prozę eksperymentalną.
Nauczyciel i mentor
Lajos Pálfalvi był nie tylko wybitnym tłumaczem literatury. Jako wykładowca i mentor był wychowawcą kolejnych pokoleń tłumaczy, którzy dziś kontynuują jego myśl, poszerzając obecność polskiej literatury w kulturze węgierskiej. Węgierska polonistyka – żywa, aktywna, otwarta – jest silnie naznaczona jego osobą. Fakt, że przez ćwierć wieku kierował Katedrą Polonistyki na Katolickim Uniwersytecie im. Pétera Pázmánya, jest ogromnym osiągnięciem, ale sama funkcja nie oddaje w pełni tego, kim był. Profesorów jest wielu, a Pálfalvi był także kolegą, mentorem i przyjacielem. Najzdolniejszych studentów od razu włączał do pracy translatorskiej, najczęściej z myślą o szybkim opublikowaniu ich przekładów. Z wielkim zaangażowaniem poprawiał tłumaczenia, objaśniał niuanse językowe i poświęcał niezliczone godziny na kształcenie swoich następców. Robił to bezinteresownie, z życzliwością i otwartością. Przy tym potrafił opowiadać o leksykonach, cenzurze i modach literackich tak, jakby były przedmiotem najnaturalniejszego zainteresowania, sprawami podstawowej wagi.
Mosty między narodami nie zawsze budują politycy. Czasem robią to tłumacze – tacy jak Lajos Pálfalvi.
[1] „Z węgierskiej perspektywy. Olga Tokarczuk. Z Lajosem Pálfalvim rozmawia Sandra Trela”, Postscriptum Polonistyczne 2020, nr 1 (25), s. 209-214.