Cywilizacja, która zabija swoje dzieci, jest skazana na śmierć



Rozmawiamy z Grzegorzem Górnym, reporterem, eseistą, publicystą, reżyserem filmów dokumentalnych, podczas budapeszteńskiej premiery jego książki pod tytułem a „Zbrodnia i medycyna” (Magyar Kurír, 2019), wydanej niedawno także po węgiersku.

 

W jaki sposób zaczął się pan zajmować ochroną życia?

Kiedy miałem piętnaście lat brałem udział w pielgrzymce do klasztoru paulinów na Jasnej Górze w Częstochowie, gdzie odbywała się akurat wystawa fotograficzna dotycząca aborcji, która niesamowicie mną poruszyła. W czasie socjalizmu takie wystawy mogły mieć miejsce jedynie w kościołach. Sporo później, w latach dwutysięcznych doświadczyłem z kolei, że bardzo wielu młodych ludzi, którzy spotykali się z czymś takim po raz pierwszy, jest zupełnie bezbronnych wobec fałszywej propagandy, która usiłuje ich przekonać, że to nie życie, nie zbrodnia. Przygotowywałem także materiał o syndromie postaborcyjnym: rozmawiałem z kobietami, które przeżywały poważną traumę po usunięciu płodu. Kilka lat później, po powstaniu mojego filmu pod tytułem Cywilizacja aborcji, zadzwonił do mnie pewien zakonnik z Brazylii: opowiedział mi, że zanim wprowadzono regulacje prawne dotyczące aborcji w Brazylii, niektórzy przedstawiciele rządu otrzymali płyty DVD z moim filmem, przetłumaczonym na portugalski. Później nakręciłem film dotyczący eutanazji pod tytułem Śmierć na życzenie?, który otrzymał w Polsce nagrodę dla najlepszego filmu dokumentalnego.

 

Jak wytłumaczy pan to, że w rozwiniętych społeczeństwach zachodnich powszechnie panuje przekonanie, że aborcja i eutanazja nie są niczym złym, a w przypadku drugiego z nich, zwolennicy powołują się na człowieczeństwo, na łagodzenie cierpienia?

Obserwujemy systematyczną transformację etosu, horyzontu moralnego. Co to oznacza? W pierwszej kolejności wprowadzane zostają pewne rozwiązania prawne, jak na przykład wyjątki. Poprzedza to zawsze pokaźnego rozmiaru kampania medialna i społeczna, która oddziałuje na emocje: budzi współczucie, pożałowanie. Na przykład głoszone jest, że eutanazję należy wykonywać, żeby ulżyć cierpiącym chorym. Po emocjonalnym wstępie, ludzie zostają przyzwyczajeni do myśli, że rzeczy ustanowione już prawnie, dotychczasowe wyjątki mogą stać się zasadami, które rozpowszechnia się jeszcze mocniej. Narusza się w ten sposób moralne, etyczne granice człowieka: to, co dotychczas prawnie stanowiło wyjątek, z czasem staje się obligatoryjne, a to, co dotąd tworzyło zasadę, przekształca się w odstępstwo od normy.

Towarzyszy temu wszystkiemu również rewolucja semantyczna. Już Konfucjusz – kilkaset lat przed Chrystusem – powiedział, że jeśli chcemy zmienić świat, najpierw musimy zmienić język. Dlatego właśnie każdą większą rewolucję poprzedzała jakaś zmiana językowa. Podczas Rewolucji Francuskiej powstała Wielka Encyklopedia Francuska, także komuniści stworzyli swój własny bolszewicki styl wypowiedzi. Teraz też widać, że zmiany przejawiają się w innym użyciu słów, które legitymizują transformacje społeczne: nie mówi się na przykład o tym, że zabijane są poczęte dzieci, że mowa o człowieku, mówi się, że to tylko zygota, zespół tkanek, że aborcja to tylko przerwanie ciąży, sztuczne poronienie, zabieg. Utworzona ze słów mgła sprawia, że ludzie zapominają, co się pod nimi kryje.

W Ameryce na przykład, według słów lekarza Bernarda Nathansona, zwolennicy aborcji sfałszowali także dane statystyczne: opublikowali wyższą liczbę legalnych aborcji, żeby wydawało się, że większość jest za aborcją. W ten sposób zmanipulowali społeczeństwo, bo przecież w demokracji większość zawsze ma rację.

 

Dziś niestety nie potrzebujemy już fałszywych statystyk, bo ponad pięćdziesiąt milionów aborcji rocznie na całym świecie udowadnia, że większość społeczeństwa zgadza się już na przerywanie życia płodu…

Pew Research Center niedawno przeprowadzało badania dotyczące akceptacji homoseksualizmu, aborcji i eutanazji, według którego może się wydawać, że żelazna kurtyna w Europie ciągle istnieje: na Zachodzie panuje właściwie powszechna akceptacja względem aborcji i eutanazji, na Wschodzie zdecydowanie więcej jest przeciwników. Niestety prawdą jest, że również w świadomości ludzi zaszły negatywne zmiany, ale w zestawieniu z Europą Zachodnią, gdzie większość społeczeństwa otwarcie wspiera aborcję, w Stanach Zjednoczonych ciągle trwa zacięta walka o życie, amerykańskie społeczeństwo jest wyjątkowo podzielone w tej kwestii.

W naszym kraju większość jest przeciwna aborcji. Ustawa dotycząca zakazu aborcji przewiduje trzy wyjątki: kiedy u płodu wykryta zostaje nieuleczana choroba, kiedy zdrowie matki jest zagrożone oraz kiedy poczęcie nastąpiło w wyniku gwałtu lub stosunku kazirodczego. Pewna inicjatywa obywatelska chciałaby wyeliminować aspekt eugeniczny, a mianowicie, aby nie można było zabijać płodu powołując się na jego chorobę. Wniosek ten został podpisany przez ponad sześćset tysięcy osób i niedawno przedstawiony właściwej komisji sejmowej.

 

Czy można jeszcze cofnąć te negatywne tendencje, czy są to procesy, którym nie da się już zapobiec?

Wierzę, że Zachodnia Europa prędzej czy później z powrotem odwróci się ku życiu, bo przecież cywilizacja, która zabija swoje dzieci, jest skazana na śmierć. Przykładem niech będzie Kosowo: tam po wojnie dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa stanowili Serbowie, a dziesięć – Albańczycy. Serbowie nie chcieli dzieci i masowo dokonywali aborcji, Albańczycy zazwyczaj mieli po kilkoro dzieci. W przeciągu kilku dekad proporcje liczebnościowe się odwróciły: teraz jest tam już tylko dziesięć procent Serbów i dziewięćdziesiąt Albańczyków. Nie powinniśmy zapominać o tym, że pierwsze błogosławieństwo Księgi Rodzaju brzmi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną!” Ten, kto nie jest płodny, nie obejmie panowania nad ziemią. To prosta biologiczna zależność. Naród, który nie obfituje w dzieci, nie ma przed sobą przyszłości.

 

Jak to możliwe, że zachodnie społeczeństwa tego nie dostrzegają?

Jak mówi pewne chińskie przysłowie, słabe państwo rodzi silnych mężczyzn. Silni mężczyźni tworzą silne państwo. Silne państwo natomiast rodzi słabych mężczyzn. Słabi mężczyźni tworzą słabe państwa. I koło zamyka się, powtarzając w pewnego rodzaju cyklach. Kiedy Europie zagrażało niebezpieczeństwo z zewnątrz, rozwiązania były dwa: albo szabla, albo krzyż. Teraz nie mamy już ani jednego z nich. Społeczeństwo złagodniało, stało się całkowicie pacyficzne. Cesarstwo Rzymskie poległo wówczas, gdy panem et circenses, chleba i igrzysk stało się główną ideologią. Dziś słowa klucze to: konsumpcjonizm i hedonizm.

 

Pańska żona, Angelika jest Węgierką z Zakarpacia. Mają państwo pięcioro dzieci. Angelika jest piosenkarką najważniejszego polskiego zespołu rockowego wykonującego muzykę chrześcijańską - 2Tm2,3. „Krocz wraz ze mną przez niedole jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa. Nikt, kto służy w wojsku, nie wikła się w sprawy tego życia. Chce raczej podobać się temu, kto powołał go do wojska.” Czy to państwa wspólna dewiza życiowa?

Moja żona śpiewa w ewangelizacyjnym zespole rockowym, którego członkami są nawróceni muzycy rockowi. Chwalą Boga tym, na czym znają się najlepiej. Kultura ma ogromną wartość ewangelizacyjną, ale niestety w dzisiejszych czasach Kościół trochę rezygnuje ze swojej roli mecenasa kultury. Podczas gdy największe dzieła sztuki, malarstwo, muzyka – to wszystko miało korzenie właśnie sakralne, powstawało na zamówienie Kościoła. Michał Anioł, Leonardo de Vinci, Beethoven – to tylko kilka przykładów. Chrześcijanie powinni bardziej troszczyć się o kulturę, bo dzięki temu ewangelizacja mogłaby stać się skuteczniejsza. To, czym zajmuje się zespół Angeliki, to ewangelizacja kulturalna, czyli to samo, do czego dążę ja swoją twórczością, filmami.

 

(Tekst jest skróconą i zredagowaną wersją wywiadu opublikowanego na portalu Magyar Kurír)