W poszukiwaniu straconego, węgierskiego czasu


Péter Esterházy to jeden z najważniejszych europejskich pisarzy XX wieku, autor ponad 30 książek

 

 


 

Urodził się 14 kwietnia 1950 roku, w Budapeszcie. Pochodzi ze słynnej rodziny magnackiej, obecnej i wpływającej na historię swojego kraju nieprzerwanie od XVI wieku. Jego dziadek -  Móric Esterházy był premierem Królestwa Węgier w 1917 roku. Péter Esterházy jest laureatem najważniejszych węgierskich wyróżnień literackich, w tym prestiżowej nagrody Kossuth Prize, w 1996 roku. Został również uhonorowany w naszym kraju, w 2008 roku, prestiżową nagrodą Angelus - dla prozy autorstwa pisarzy z Europy Środkowej wydanej po polsku. Nagrodzona książka to "Harmonia caelestis” - opus magnum pisarza, w którym dzieje jego rodu są przyczynkiem do rozważań o naturze historii oraz doświadczeniu bycia obywatelem Europy Środkowej. Odszedł od nas 14 lipca 2016 roku.

Z 2006 roku pochodzi jego powieść "Podróż w głąb pola karnego" (węg. "Utazás a tizenhatos mélyére"), przetłumaczona na język polski przez Elżbietę Sobolewską i wydana w tym roku przez oficynę Czuły Barbarzyńca Press. Tytuł kieruje nas w świat futbolu, tej "najważniejszej spośród nieważnych rzeczy" - jak go określał - Jan Paweł II.  Rzeczywiście, piłka nożna jest obecna w książce od pierwszej do ostatniej strony. Autor był również piłkarzem, i to prawdziwym, tj. czwartoligowym. Jego brat, Márton Esterházy był gwiazdą, reprezentantem Węgier, uczestnikiem Mistrzostw Świata w Meksyku w 1986 roku. Ale nie jest to książka o piłce nożnej. Futbol jest tu rodzajem wehikułu czasu, prostokątnym jak boisko latającym dywanem, na którym autor podróżuje w głąb siebie, w głąb własnego życia, wspomnień i doświadczeń. Przez pryzmat umiejętności boiskowych postrzegał wszystkich, dookoła jako mały chłopiec - szkolnych kolegów, znajomych ojca, własnych braci. Już, jako dorosły oceniał ludzi obserwując jak reagują na futbol.

Dla Esterhazy'ego idole dorosłego życia - Mario Vargas Liosa, Marcel Proust, Primo Levi, Czesław Miłosz - są kolejnym wydaniem bohaterów jego młodzieńczych lat:  Ferenca Puskása, Nándora Hidegkuti'ego, Sándora Kocsisa, gwiazd węgierskiej Złotej Jedenastki Gusztavá Sebesa, z lat 50-tych. Młody Péter miał zaledwie kilka lat, kiedy ta drużyna z łatwością gromiła najlepsze zespoły świata, w tym reprezentację Anglii - 7:1, 23 maja 1954 roku. Rywalem, Józsefa Bozsika et consortes w eliminacjach Mistrzostw Świata, w Szwajcarii, miała być nasza reprezentacja, jednak Polski Związek Piłki Nożnej wycofał "biało - czerwonych" z rozgrywek, w obawie przed nieuchronnym pogromem. W finale, dream team, jaki stanowili w tym czasie Madziarzy, przegrał niespodziewanie z drużyną RFN 2:3. Złota jedenastka była też ostatnim, pogrobowym dzieckiem cesarsko-królewskiego, naddunajskiego państwa, w którym przyszli na świat fenomenalni austriaccy piłkarze okresu międzywojnia. To we Lwowie i w Krakowie rodził się po Wielkiej Wojnie polski, profesjonalny futbol, a naszymi nauczycielami byli właśnie Węgrzy i Austriacy.

Péter Esterházy dorastał w cieniu narodowej traumy, jaką był przegrany z Niemcami finał w 1954 roku. Dzisiaj zastanawia się całkiem poważnie, czy ten mecz nie był psychologicznym podłożem Powstania Węgierskiego w 1956 roku, i jednocześnie symbolicznym powrotem Niemiec do europejskiego życia. Czy gdyby sędzia jednak uznał (zdobytego przecież prawidłowo) gola Puskása, to późniejsza historia Węgier potoczyłaby się inaczej? Słowo "gdyby" pojawia się w powieści wyjątkowo często. Podróż pisarza w głąb siebie jest swoistą psychoterapią, gdzie kreując alternatywne drogi życiowe - którymi mógł pójść - stara się ocenić tą, którą ostatecznie przebył. Czas przeszły, próba jego uchwycenia jest istotą tej książki. Jak w arcydziele Marcela Prousta "W poszukiwaniu straconego czasu", (którego Esterházy przywołuje kilkakrotnie), gdzie smak nasiąkniętej herbatą magdalenki uruchamia tak silne reminiscencje, że autor doznaje wrażenia podróży w czasie. Magdalenką Esterházy'ego, wehikułem czasu, jest piłka nożna, wszystkie indywidualne i grupowe emocje, jakie rodzi i pozostawia na całe życie.

 

Tym, czym dla Prousta było miasteczko Illiers (powieściowe Combray), dla Esterházy'ego było Csillaghegy, częśc III dzielnicy Budapesztu, gdzie się wychowywał.

 

Tak też należy odczytywać tę powieść, jako zainspirowaną prozą Prousta podróż w czasie do lat dzieciństwa i młodości, czyli "w głąb pola karnego".

 

I na koniec smakowity cytat z dzieła: "W Cambridge chyba Nabokov był bramkarzem [....] Podobno Wojtyła też bronił. Ale tu sobie niczego nie przypominam".

 

Artur Kolęda