Back to top
Publikacja: 21.06.2022
Zakończenie roku specjalnie dla uczniów Felczaka. Przy sycącym langoszu, słodkich kasztanach i ostrych papryczkach
Edukacja

Znajomość języka węgierskiego to we współczesnym świecie rzadka umiejętność. Wyjątkowe było więc również zakończenie roku szkolnego zorganizowane w Instytucie Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka dla uczniów warszawskich szkół podstawowych i liceów, poznających język Petőfiego i Máraiego.


 

Zdjęcie grupowe przed siedzibą Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka


Języka węgierskiego warto uczyć się z wielu powodów. Po pierwsze, przyjaźń polsko-węgierska trwa już ponad tysiąc lat, więc język bratanków warto znać. Po drugie, znajomość języka może pomóc w znalezieniu ciekawszej i lepiej płatnej pracy. Po trzecie, już po krótkim czasie można swobodnie nie tylko rozmawiać na wakacjach nad Balatonem czy w Budapeszcie, lecz także samodzielnie rozszyfrować przepis na tradycyjnego pysznego langosza, a więc na ciasto drożdżowe z dodatkami, wyglądające niczym duży płaski pączek, które – w wersji klasycznej – serwuje się ze śmietaną, czosnkiem i startym żółtym serem.


Fot. JAP


Wszystko o langoszach i kuchni węgierskiej wiedzą Joanna i Istvan Petrovics ze Sklepu Węgierskiego "Papryka" na warszawskiej Saskiej Kępie, którzy serwowali dziś świeżutkie i pachnące czosnkiem langosze uczniom ze Szkoły Podstawowej nr 132 im. Sándora Petöfiego, XXXIII Liceum Ogólnokształcącego Dwujęzycznego im. Mikołaja Kopernika, LXIII Liceum Ogólnokształcącego im. Lajosa Kossutha. Pierwsze ślady pisane langosza pochodzą z XVII wieku, najprawdopodobniej do Europy Środkowej przywieźli go Turcy. Dziś trudno wyobrazić sobie Węgry bez tej potrawy. – Jak ktoś nie umie zrobić w domu langosza, to znaczy, że nie jest Węgrem. Moja matka opowiadała, że kiedy byłem małym chłopcem, to pierwszą rzeczą, którą chciałem jeść po odstawieniu matczynego mleka, był właśnie langosz. To danie, na które każdy ma własny przepis i każdy jest przekonany, że jego jest najlepszy – mówił w rozmowie z portalem kurier.plus Istvan Petrovics, Węgier, który od pół wieku mieszka w Polsce.


Tradycyjnie przyrządzonemu langoszowi po prostu nie można się oprzeć. Fot. JAP


Gdy powstawały kolejne gotowe langosze, uczniowie Felczaka – w najprzyjemniejszy sposób, jaki można sobie tylko wyobrazić – powtarzali sobie węgierskie słówka oznaczające ciasto, ser, śmietanę, olej etc. 


Uczniowie chętnie sami wyrabiali ciasto na swoje langosze. Fot. JAP


A skoro to zakończenie roku, to dlaczego by nie świętować również na słodko. Na adeptów języka węgierskiego czekał więc tradycyjny deser gesztenyepüré, czyli masa z jadalnych kasztanów rozmieszana z bitą śmietaną. – Jest nieco mączna i bardzo słodka. Wyciskamy z niej różne formy. Na Węgrzech bardzo popularny jest na przykład taki makaronik – mówi Joanna Petrovics. 


 Deserek z kasztanów ma nie tylko pyszny smak, lecz także przemile brzmiącą nazwę: gesztenyepüré. Fot. JAP


A gdy już ktoś pomyślał, że lepszego zakończenia roku być nie może, to znajdował na stole bajeczny deser z węgierskiej kuchni przygotowany według tradycyjnego przepisu o nazwie Somlói galuska. Deser ten pod koniec lat 50. XX wieku wymyślił kelner znanej budapeszteńskiej restauracji Gundel. 


Somlói galuska. Fot. JAP


Somlói galuska z biszkoptami, bakaliami, czekoladą i bitą śmietaną szybko stał się jednym z ulubionych deserów Węgrów oraz obowiązkowym punktem programu dla turystów na Węgrzech i... uczniów języka Madziarów.


Agnieszka Barátka, znakomita nauczycielka języka węgierskiego z Instytutu Felczaka, potrafi nie tylko zajmująco opowiadać o poezji Petőfiego, lecz także cierpliwie przypomina słownictwo związane z węgierską kuchnią, a nawet...

...rozpieszcza swoich wychowanków węgierskimi słodyczami. Fot. JAP


Uczniowie w nagrodę dostali nie tylko smakołyki, lecz także wraz ze świadectwami otrzymali książki „Węgry oczami dzieci” oraz „Sekrety Budapesztu”. Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka organizuje i finansuje dodatkowe lekcje języka węgierskiego już w dziesięciu szkołach w Polsce, a chętnych przybywa. 

Tym, którzy próbują uczyć się języka Madziarów na własną rękę i nie widzą jeszcze oczekiwanych rezultatów, przypomnieć można dowcip papieża Franciszka, który Ojciec Święty opowiedział podczas pielgrzymki do Budapesztu. – Wiecie dlaczego w niebie będziemy mówić po węgiersku? – zapytał Franciszek. – Bo nauka tego języka trwa całą wieczność!

(JAP)