Back to top
Publikacja: 08.06.2020
Mamy powód do dumy
Pilne

Wywiad z prof. Béla Merkelym, węgierskim kardiologiem, rektorem Uniwersytetu Semmelweisa w Budapeszcie

Węgry wraz z niektórymi krajami Europy Środkowej podjęły zdecydowane i szybkie kroki w walce z koronawirusem. Mamy powód do dumy. Na ile jest Pan zadowolony z dotychczasowych wyników działań?

Sądzę, że nie tylko mamy powód do dumy, ale godna pozazdroszczenia jest również nasza sytuacja. Niewiele jest tak szczęśliwych krajów w Europie jak my, gdyż decyzje podejmowane są tutaj bardzo szybko i stanowczo. Oprócz wczesnych środków ograniczających, także dzięki wysoce zdyscyplinowanym mieszkańcom, nie osiągnęliśmy takiej liczby zachorowań jak inne kraje. Gdybyśmy tego nie zrobili, to problemów mogłoby być o wiele więcej.

Na dodatek nie tylko wkroczyliśmy na czas, ale również staramy się dokładnie przygotować do złagodzenia obostrzeń i do ewentualnej drugiej fali. Wszystko to opiera się na unikalnym pod wieloma względami, krajowym badaniu koronawirusa, które odbyło się w dniach 1-16 maja z udziałem czterech węgierskich uniwersytetów medycznych – Semmelweisa, w Debreczynie, w Segedynie i w Peczu, przy wsparciu Ministerstwa Innowacji i Technologii. Krajowe, reprezentatywne badanie o nazwie H-UNCOVER – w organizacji i prowadzeniu którego wiodącą rolę odegrał Uniwersytet Semmelweisa – zostało wszczęte, aby uzyskać dokładny obraz zasięgu epidemii, faktycznej liczby osób zarażonych i transfekowanych nowym typem koronawirusa oraz jego dynamiki.

Jak dotąd żaden kraj nie przeprowadził tak kompleksowych i reprezentatywnych badań przesiewowych całej populacji. Chociaż oczekuje się, że ostateczne wyniki będą dostępne pod koniec maja, częściowe wyniki średniookresowe zaskoczyły wszystkich: wartości niższe od oczekiwanych pokazują, że wyjątkowo skutecznie poradziliśmy sobie z epidemią. Nie chcę być nieskromny, ale chyba mogę powiedzieć, że wygraliśmy pierwszą rundę.

Czy wybraliśmy właściwą strategię? Jakie doświadczenie mogliśmy zyskać z pokonania pierwszej fali? Czy jest coś, co można było zrobić inaczej?

Dotychczasowe wyniki jednoznacznie potwierdzają, że Węgry we właściwym czasie i tempie wprowadziły środki ograniczające związane z epidemią. Może wspomniałbym o jednej rzeczy, o której początkowo myśleliśmy co innego, niż się później okazało: na początku epidemii kraje, które dotknęła ona wcześniej: Chiny, Włochy, Ameryka wyraźnie podkreślały rolę respiratorów. Później zmieniły się wytyczne,, WHO również wydała nową rezolucję, która w przypadku chorych na koronawirusa sugeruje unikanie inwazyjnej wentylacji tak długo, jak to możliwe i zaleca stosowanie metod nieinwazyjnych. Urządzenia potrzebne do tego pomagają specjalistom uniknąć inwazyjnej wentylacji. Nieinwazyjne urządzenia są stosowane również w rekonwalescencji pacjentów odłączonych od respiratora. Tymczasem niektóre leki okazały się nieskuteczne, natomiast światło dzienne ujrzało coraz więcej krajowych i zagranicznych pozytywnych wyników terapii osoczem, którą z powodzeniem stosowaliśmy u niektórych pacjentów w klinikach Uniwersytetu Semmelweisa.

W ostatnich miesiącach, my eksperci, coraz lepiej poznaliśmy wirusa, choć jest to proces. Każdy dzień zaczynam od lektury danych epidemiologicznych i analiz, a codziennie przed południem chodzę na narady epidemiologiczne. Nie tylko pracownicy służby zdrowia muszą się uczyć, ale również mieszkańcy. Dotarliśmy do ważnego kamienia milowego. Jeżeli nauczymy się żyć z wirusem, zachowywać podstawowe środki ostrożności (utrzymywanie dystansu, noszenie maseczek), to o wiele swobodniej będziemy mogli spędzić lato.

Czy bazowanie na odporności populacyjnej jest błędem? Jakie są pułapki drogi skandynawskiej? Czy model szwedzki to ślepy zaułek?

Odporność populacyjna jest ważna, ponieważ im więcej członków społeczności zdobędzie odporność na daną chorobę zakaźną, tym mniej prawdopodobne jest, że inni zetkną się z patogenem. W przypadku COVID-19 możliwe jest, że nigdzie na świecie nie rozwinie się odporność populacyjna. Jest to poparte też częściowymi wynikami węgierskiego testu przesiewowego, albowiem w przypadku Węgier w oparciu o test na przeciwciała zakaźność można ocenić na 0,6%. Obecnie możemy oczekiwać rozwoju odporności populacyjnej jedynie od opracowania szczepionki. Bez odporności populacyjnej tylko odpowiednia szczepionka zapewniłaby niezawodną ochronę przed kolejną epidemią. Jednak dopóki nie ma szczepionki ani odporności populacyjnej, musimy przestrzegać odpowiednich środków ostrożności w zakresie utrzymywania dystansu, zasad higieny rąk i noszenia maseczek.

Wielką burzę zarówno w kręgach zawodowych, jak i publicznych wywołała sprawa opróżnienia łóżek. Z perspektywy czasu, co Pan o tym sądzi?

Na Uniwersytecie Semmelweisa odroczono wcześniej zaplanowane, niepilne zabiegi i testy diagnostyczne. Dzięki temu byliśmy w stanie praktycznie zaspokoić około pięćdziesięcioprocentowy popyt na łóżka szpitalne. Ponadto nie zapominajmy, że pod koniec marca nie wiedzieliśmy jeszcze, co z tej epidemii wyniknie. Istniała możliwość, że na Węgrzech rozwinie się pandemia podobna do tej włoskiej. Dziś można już powiedzieć, że nie stało się tak dzięki profesjonalnym działaniom i wczesnym decyzjom. Nawiasem mówiąc, nie byłem zwolennikiem bardzo rozdrobnionej struktury. Interesujące będzie wyciągnięcie wniosków i porównanie, jak poradził sobie podczas epidemii dany szpital czy klinika.

Czy widzi Pan jakiekolwiek ryzyko w ponownym otwarciu? Czy nie boi się Pan nagle odzyskanej wolności? Czy po pierwszych dniach swobody nie należałoby trochę przyhamować?

W wielu krajach nakazano ponowne otwarcie pomimo braku danych potwierdzających jego zasadność. Cieszy fakt, że na Węgrzech mamy reprezentatywne dane, na podstawie których można stwierdzić, że nadszedł odpowiedni moment na otwarcie. Tak niskie zakażenie mogło być na samym początku epidemii. Oczywiście są miejsca, w których nie zaszkodzi ostrożność i działania stopniowe. Takimi są na przykład domy spokojnej starości, które należy traktować jak instytucje służby zdrowia, i uważam, że nie wolno jeszcze łagodzić surowych przepisów. Jednocześnie jesteśmy też w fazie stopniowego wznawiania edukacji uniwersyteckiej. 19 maja jako pierwszych wpuściliśmy na uniwersytet absolwentów ostatniego roku, oczywiście po wstępnych badaniach selekcyjnych, po pomiarze temperatury i po wywiadzie, przy zachowaniu właściwego dystansu, zasad higieny rąk i obowiązkowym noszeniu maseczki.

Czy można się spodziewać powrotu wirusa jesienią lub zimą? Jeśli tak, to jak się do tego przygotować?

Mam wielką nadzieję, że nie będzie jeszcze jednej takiej epidemii, jaka w ostatnich miesiącach dotknęła Europę Zachodnią. Natomiast obecnie nie można przewidzieć, czego należy się spodziewać we wrześniu lub w grudniu. Jak na razie z danych wynika, że w lecie na pewno nie będzie większej epidemii. Koronawirusy, jak wiadomo, są przyczyną chorób górnych dróg oddechowych, tak więc jesienią i zimą, gdy powietrze będzie wilgotniejsze i chłodniejsze, na pewno będziemy zmuszeni lepiej zadbać o siebie. Dodam jednak, że nie wiemy jeszcze, na ile sezonowy jest COVID-19. Z danych wynika, że nadchodząca latem cieplejsza pogoda, może obniżyć współczynnik reprodukcji wirusa.

W ramach kontynuacji zakończonego obecnie reprezentatywnego krajowego badania przesiewowego planujemy podobny przegląd we wrześniu, więc będziemy mieli niezwykle przydatne dane na temat rozprzestrzeniania się koronawirusa i będziemy w stanie solidnie się przygotować, zanim ewentualnie nadejdzie druga fala. Ponadto zebrane dane można wykorzystać do podjęcia decyzji dotyczących polityki zdrowotnej.

Niedawno uniwersytet zakończył szeroko zakrojoną ankietę z udziałem prawie 18 tysięcy osób — czego można się spodziewać po tych badaniach i jakie mogą być konkluzje dla regionu?

W sumie około 10 600 osób wzięło udział w dwutygodniowym krajowym badaniu przesiewowym na koronawirusa, zainicjowanym przez cztery węgierskie uniwersytety szkoleniowe, z udziałem Głównego Urzędu Statystycznego (KSH). Jego wynik stał się reprezentatywny, ponieważ w całym kraju uczestniczyło w nim 67,3% zaproszonych. Dane są nadal przetwarzane, a ostateczna liczba zainfekowanych i transfekowanych będzie dostępna do końca maja. Planujemy opublikować wyniki badań w jednym z wiodących amerykańskich czasopism, jednocześnie publikując wyniki częściowe. Do 11 maja 8744 osoby wzięły udział w badaniach, co oznacza, że do tego czasu prawie połowa (49,2%) z wybranych przez KSH wzięła udział w kontroli wyrywkowej. Spośród nich do podsumowania wyników częściowych nasi koledzy ocenili rezultaty 8276 testów PCR opartych na pobraniu próbek z nosa i z gardła, które w dwóch przypadkach były pozytywne. Gdyby to była całkowita próba reprezentatywna, można by oszacować, że liczba aktywnie zarażonych osób wśród mieszkańców Węgier w wieku powyżej 14 lat i niemieszkających w domu spokojnej starości lub w instytucji z ponad 20 osobami wynosi 243–7230. Odsetek transfekowanych wykazuje test na przeciwciała na podstawie badania krwi; wśród pierwszych 1524 próbek 9 było pozytywnych. Gdyby to była całkowita próba reprezentatywna, szacunkowa liczba osób, które już przeszły przez zakażenie mogłaby wynosić od 22.399 do 92.624. Do zakończenia badań dane te mogą jeszcze ulec zmianie, ale na podstawie dotychczasowych podsumowań wynik końcowy będzie zgodny z wcześniejszymi proporcjami. W świetle ostatecznych rezultatów będziemy dysponować dokładnymi danymi dla całego kraju na temat uwarstwienia pozytywnych przypadków oraz informacjami skąd możemy spodziewać się ewentualnego „zaostrzenia objawów”.